Corocznie, zgodnie z tradycją pracownicy firmy wybrali się na kajakową wędrówkę szlakiem rz. Brdy. Organizatorami spływu byli szefowie firmy. Piętnasto osobowa grupa zebrała się w piątkowy wieczór w m. Mylof. Ponieważ było już dosyć późno, tego dnia zrezygnowaliśmy z wodowania kajaków. Uczestnicy wycieczki rozstawili swoje namioty i spotkali się przy dużym ognisku, które wcześniej zdążyła rozpalić inna grupa wczasowiczów. Piękna spokojna lipcowa noc przy kiełbaskach i sponsorowanej przez organizatorów pieczonej rybce. Palce lizać. Kto był nieobecny niech żałuje. Przy ognisku nie obyło się również bez dźwięków gitary na, której przygrywał nam … okazało się, że prawie cała grupa zna mnóstwo fajnych piosenek no ale jak to nad wodą przystało głównym tematem była muzyka szantowa. Czas leciał bardzo szybko i zanim się zorientowaliśmy było już grubo po północy. W związku z naszymi jutrzejszymi planami postanowiliśmy się rozejść. W końcu czekał nas bardzo aktywny dzień. Leżąc w namiotach słychać było jeszcze gdzieś w oddali śpiewy bardziej wytrwałych wycieczkowiczów.
12.07.2008r. (sobota)
Plan na dzisiejszy dzień: spakowanie bagaży oraz wpłynięcie na szerokie wody Brdy czyli dobra zabawa.zień zaczął się od spotkania przy śniadanku i gorącej herbatki, która po zimnej nocy w namiocie była obowiązkowa. Takie śniadanie na świeżym powietrzu to było to czego chyba każdy uczestnik naszej wyprawy potrzebował. Wypad na łono natury dla osób na co dzień mieszkających w mieście i spędzających mnóstwo czasu w „korkach” to jest po prostu spełnione marzenie. Zbieraliśmy się powoli do spływu, nieliczni kończyli jeszcze zawijanie kanapek i bardziej cennych rzeczy w foliowe woreczki, żeby w razie niespodziewanej sytuacji na wodzie nic nie zamokło. I nadeszła nareszcie wyczekiwana przez wszystkich chwila. Pierwszy kajak znalazł się na wodzie, potem drugi, trzeci, aż w końcu wszyscy płynęli niczym profesjonaliści, choć może nie do końca wszyscy: Trasa spływu tego dnia prowadziła od Mylofu malowniczą trasą w stronę Woziwody. Jest to trasa o długości 29 km. Początkowo szybki nurt później nieco słabnie, jednak rzeka prawie cały etap przyjemnie niesie, możemy więc cicho i spokojnie płynąć przez dziewicze lasy Tucholskiego Parku Krajobrazowego. Brzegi rzeki są wysokie i zalesione. Około południa zrobiliśmy przerwę. Rozłożyliśmy się na pięknej łące i z wielkim apetytem jedliśmy przygotowane i szczelnie zapakowane przez nas kanapki i inne przekąski. W trakcie przerwy można było skorzystać z takich atrakcji jak opalanie się, pływanie czy zwiedzanie okolicy. Do Woziwody dopłynęliśmy ok. godz. 18.00, wszyscy zmęczeni ale w świetnych nastrojach. Dla każdego był to zastrzyk mega dawki energii. Po krótkiej przerwie podczas, której wszyscy nieco ochłonęli ponownie rozbiliśmy namioty. W naszym dzisiejszym programie znalazł się jeszcze czas na rozgrywki siatkówki. Mecz został rozegrany między naszą drużyną, a przedstawicielami innej ekipy, która również gościła na zajmowanym przez nas polu biwakowym.
Ok. godz. 21.00 odbyło się tradycyjne spotkanie przy ognisku, nie zabrakło kiełbasek, ziemniaków, rybki, a wszystko to przy akompaniamencie gitary i naszych śpiewów. Wyszło także na jaw iż kilku z naszych znajomych bardzo dobrze czuje się w opowiadaniu kawałów, rozweselaniu innych i parodiowaniu znanych postaci. Wieczór minął bardzo szybko, nikomu nie chciało rozchodzić się do namiotów, mogliśmy tak siedzieć i bawić się do białego rana. I faktycznie wschód słońca był już tuż tuż kiedy wszyscy poszli spać.
13.07.2008r. (niedziela)
9.00 pobudka, śniadanie i niestety ostatnie zmagania z pakowaniem ekwipunku. Trasa na dziś: Woziwoda – Rudzki Most czyli 20 km. Nie chcąc tracić czasu szybko schodzimy z kajakami do wody. Tym razem trasa nie jest tak spokojna i lekka jak poprzednio. Wypływamy na wartkie wody rz. Brdy, jest to odcinek rzeki o szybkim nurcie, wiele zwalonych drzew, w nurcie głazy i inne przeszkody, rzeka przepięknie lawiruje wśród borowiackich lasów. Trasa jest urozmaicona i nadspodziewanie atrakcyjna. Dzisiejszego dnia nie obyło się oczywiście bez zapierającej dech akcji, w której to kajak naszej koleżanki ustawił się prostopadle do nurtu i dał się zepchnąć do powalonego drzewa. Sytuacja wyglądała poważnie ponieważ przy takim ustawieniu przez burtę zaczyna „wchlapywać” się woda i tak stało się również i w tym przypadku. Kajak w mgnieniu oka zaczął znikać pod drzewem. Na szczęście opanowanie oraz siła bardziej doświadczonych kajakarzy pomogło ustabilizować całą sytuację. Ania na pewno nie zapomni tych chwil. Dzisiaj w planie nie mieliśmy długich postojów ponieważ był to ostatni dzień naszej wycieczki i mimo zaistniałej sytuacji nie zrobiliśmy przerwy. Około godziny 15.00 byliśmy w Rudzkim Moście. Po wspólnym obiedzie, krótkich wspomnieniach, pożegnalnych zdjęciach, wymianie adresów, buziaków itd. zakończyliśmy spływ i rozjechaliśmy się do domów.
Trudno opisać jak udany był ten wyjazd. Niepowtarzalne wrażenia i niezapomniane wspomnienia. Dwa dni na wodzie, ale także inne rozrywki: siatkówka, ogniska, zabawa przy muzyce itp. Towarzystwo na spływie było doborowe. Dużo radości, uśmiechu, pozytywnych wibracji i przygody. Oby w przyszłym roku było równie dobrze jak w tym.